Terapia dla par – dla kogo i na czym polega?

utworzone przez | Paź 9, 2019

Pary przychodzą na terapię aby ratować związek. Niektóre przychodzą na skargę, inne po zrozumienie drugiej osoby, jeszcze inne po dobre rozstanie. Często największym trudem w terapii jest doświadczenie bezradności wobec tego, kogo chciało się widzieć w Partnerze, i tego kim on nie jest. Trud w terapii się opłaca, bo nagrodą jest przezwyciężenie kryzysu.

Kiedy pary zgłaszają się do terapeuty?

Najwięcej pozwów o rozwód wpływa do sądu tuż po Nowym Roku i po wakacjach. Terapia rządzi się podobną sezonowością. Dużo zgłoszeń jest na początku roku, ma to związek z postanowieniami noworocznymi: ludzie chcą coś zmienić w swoim życiu i idą na terapię. Zgłaszają się też po dłuższych przerwach urlopowych, po wakacjach albo majówce. Podczas takich wyjazdów ludzie mają okazję do zastanowienia się nad sobą. Dużo czasu spędzają intensywnie, wspólnie z bliskimi. Wtedy różne rzeczy i kwestie, które w codziennym trybie są spychane czy zamiatane pod dywan, uwypuklają się i wzmagają. Po powrocie jest większa motywacja by coś zrobić.

Jeśli chodzi o pary, to zawsze na początku konsultacji pytam: „Co sprawiło, że Państwo właśnie teraz się zgłaszają?”, ale też: „Kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, wypowiedziana na głos, że to jest stan, z którym Państwo nie dają sobie sami rady i może ktoś mógłby pomóc?”. Często pada odpowiedź: „Pierwszy raz rok temu”. Jak widać, czas od zrodzenia się tej myśli do zgłoszenia się jest bardzo długi. Często pojawia się rozgrywka między Partnerami: „Kto wyszuka terapeutę?”. Pary używają tego do sprawdzenia czy komuś zależy, czy nie. Takie przerzucanie się odpowiedzialnością bardzo spowalnia proces zgłoszenia. Dlatego ważne jest aby para, która wyrazi na głos: „Nie radzimy sobie z tym naszym kryzysem, może idźmy do terapeuty”, nie czekała z decyzją zbyt długo.

Dlaczego pary odwlekają decyzję o terapii?

Nie chcą zajmować się trudnymi sprawami? Boją się, że usłyszą, że nic już się nie da zrobić? Że jest za późno? Na pewno boimy się poruszać trudny temat, bo wtedy trzeba zmierzyć się ze swoimi zranieniami i wziąć współodpowiedzialność za kryzys, do którego doszło. Często pary przeczuwają, że to ziarnko grochu, które uwiera, jest na tyle duże, że nie wystarczą małe rozwiązania, że mierzymy się z czymś wielkim – a to wzmaga opór. Czasem jest tak, że pary zamiast motywacji, którą można ująć słowami: „Nie idzie nam, spróbujmy coś z tym zrobić”, mają taką: „To ty powinieneś się zmienić, ze mną jest wszystko w porządku”.

Zdarza się, że osoby przychodzą na terapię po to, by się poskarżyć na drugą osobę i usłyszeć, że to one mają rację. Często nawet mówią to wprost na konsultacji: „Ja chciałam przyjść z mężem” czy „Ja chciałem przyjść z żoną, żeby ktoś mu/jej obiektywnie powiedział, że…”.

Dlaczego pary decydują się na terapię?

Pary decydują się na terapię, ponieważ kryzys tak narasta, że dochodzi do bardzo impulsywnych kłótni albo sytuacji około zdrady. Zazwyczaj są to stany przetrzymane. Tak jakbyśmy zgłaszali się do lekarza z chorobą, która od bardzo długiego czasu trawi nasz organizm.

Jak długo trwa terapia?

Długość terapii zależy od obopólnych ustaleń. Jeśli osoby chcą szukać rozwiązań kryzysu i poprawy relacji, a dzieje się między nimi źle od pięciu lat czy od początku ich wspólnego życia, to terapia siłą rzeczy nie może być krótka. Czasem jest tak, że przetrzymania skutkują taką motywacją: „OK, to zgłośmy się na terapię po to, by dobrze się rozstać”. Jeżeli oboje są na to gotowi i przejawiają mało impulsów agresywnych względem drugiej osoby – to czasem nie musi być to długa terapia, bo oni są pogodzeni ze swoją sytuacją, nie mają żalu, pretensji, chcą jedynie zrozumieć, co się między nimi wydarzyło, że znaleźli się w miejscu, z którego nie ma już odwrotu.

Najtrudniejsza i najdłuższa praca jest wtedy, kiedy konflikt w parze jest bardzo długo utrzymany, a sytuacja między Partnerami doprowadziła do dużego oddalenia. Nie ma otwartego, agresywnego konfliktu, tylko dużo obcości, wycofania i głębokiej bierności.

Zdarza się, że para przychodzi do terapeuty w stanie wielkiego oddalenia, ale deklaruje chęć szukania rozwiązań i zrozumienia drugiej osoby. Wtedy nad tym pracujemy. Przy czym zwracamy też uwagę na to, co powoduje tę bierność i oddalenie. Niekiedy pod nimi kryje się dużo innych, trudnych uczuć: żale, zranienia z przeszłości lub niemożność radzenia sobie z bezradnością, która powoduje, że Partner schodzi do garażu i spędza tam cały dzień.

Może jest tak, że wprawdzie siedzi w garażu, ale w środku złości się na Partnerkę. Jak się złości, to znaczy, że mu zależy a jeśli mu zależy, to być może jest jeszcze o co walczyć. Jednak czasem on się nie złości, tylko naprawdę wycofuje i jest już za taką granicą obojętności, przez którą trudno się przebić.

Ostatnio wiele młodych par  przychodzi na terapię na etapie narzeczeństwa. Związały się ze sobą przypadkowo, poznały się w sytuacji towarzyskiej: na imprezie u znajomych czy przez Internet. Praktycznie tylko w takich okolicznościach się spotykają. Jest dziś więcej lęku przed zobowiązaniem, stąd pary, które właściwie dawniej nie zgłosiłyby się na terapię, tylko albo by się rozstały albo same szukały rozwiązania konfliktu, teraz uznają, że terapia jest im potrzebna. Jest to też wynikiem większej świadomości tego, że z terapii można i warto korzystać.

Pary decydują się na terapię, ponieważ kryzys tak narasta, że dochodzi do bardzo impulsywnych kłótni albo sytuacji około zdrady.

Kryzys w relacji

Kryzys w relacji pojawia się na skutek różnic indywidualnych oraz tego, jaką kto ma emocjonalność i usposobienie temperamentalne, biologiczne. Na pewno starsze pary, które są w swoich pięćdziesiątych latach życia, inaczej patrzą na związek i miłość. Bardziej przez pryzmat przywiązania, lojalności i zobowiązania w postaci domu czy dzieci niż intymności czy seksualności.

Są osoby, które bardzo silnie przeżywają namiętności, zarówno te miłosne, jak i nienawistne. I jeśli wejdą w relację dwie osoby o podobnej strukturze, to są to związki bardzo burzliwe, pełne rozstań, kłótni, napięć. Ogromnych namiętności, ale i wielkich dramatów. Takie pary bardzo mocno widzą w drugiej osobie to, czego nie lubią w sobie i – jednocześnie w sobie tego nie dostrzegając – złoszczą się na to podwójnie.

Te pary przychodzą bardziej na skargę lub żeby terapeuta rozsądził, kto ma rację. Mają dużą niezgodę na dostrzeżenie swojego udziału w tym, co się stało. Na tyle mocno przeżywają własne porywy uczuć i namiętności, że właściwie nie mają w głowie konstruktu „my”. Są skoncentrowane na tym, jak mocno zostały zranione, albo na tym, jak bardzo kochały.

Jak wyglądają konsultacje z psychologiem?

Zwykle pierwsze konsultacje wywołują dwa rodzaje uczuć w parze: nadziei i ulgi, że podjęło się rozmowę na trudny temat, ale też bólu i lęku. Odsłaniamy rany i dotykamy bolesnych miejsc. Zwykle mówimy, że tak będzie, żeby pod wpływem tych bolesnych impulsów para nie chciała się wycofać z terapii. Prosimy też, by jeśli zechcą – oboje lub jedno z nich – zrezygnować z terapii, to żeby powiedzieli o tym a nie używali sytuacji wspólnego spotkania i rozmowy do tego, by kogoś zranić czy odrzucić i na przykład nie przyjść, wystawić drugą osobę.

Kiedy problem, z którym para się zgłasza, i to, co chce z nim zrobić, mamy już omówione, umawiamy się na regularne spotkania terapeutyczne. Mają one służyć rozmowie o tym, co trudne i doprowadzić do dobrych dla nich rozwiązań: czasem poprawy relacji, a czasem godnego rozstania z zachowaniem szacunku w relacjach.

Są pary, które używają tego, że są w terapii, do unikania pewnych tematów. Mówią: „Nie będziemy o tym rozmawiać w domu, tylko na terapii”. Z jednej strony to dobrze, że para chroni się przed dalszym ranieniem, jednak z drugiej w ten sposób blokuje zmianę. Wtedy rozmawiamy o tym, co to powoduje, jaki lęk się wtedy odzywa. Pomijając sytuacje dużego konfliktu, dobrze jest, jeśli para pomiędzy sesjami jest w kontakcie, próbuje nowych rzeczy, rozmawia.

Przyczyny kryzysów w związkach

Najczęstsze przyczyny kryzysów w związkach to: dom rodzinny, różnice temperamentalne, zranienia. Podczas terapii obserwujemy jaki był przekaz transgeneracyjny w danym domu, czyli co było premiowane, a co nie. Jednak ogromną rolę odgrywają czynniki temperamentalne i procesy idealizacyjne.

Bardzo często największym trudem terapii jest doświadczenie bezradności wobec tego, kogo chciało się widzieć w partnerze, oraz tego, kim ten drugi nie jest i, co więcej, może stać się nim tylko w niewielkim stopniu.

Na przykład w rodzinie pochodzenia kobiety był ogromny konflikt, latały butelki i talerze. Nagle w jej życiu zjawia się ktoś, kto jest spokojny, porządny, uczciwy, nie krzyczy, podchodzi z szacunkiem. Pobierają się i są szczęśliwi. Ale z czasem okazuje się, że ta jego cichość nie tylko dotyczy tego, że butelki nie latają, lecz także wszystkiego innego i nie da się z nim na przykład porozmawiać o tym, co on czuje, bo nie ma słownictwa do opisania swoich emocji, a może też ma takie doświadczenie, że nie było sensu tego wyrażać, bo to nic nie znaczyło.

I nagle ktoś, kto był oazą spokoju i wybawicielem, staje się woskową figurą, niereagującą, bierną. Kobieta próbuje się dopraszać jakiejś reakcji i sięga po podobne środki, jakie były stosowane u niej w domu – zaczyna krzyczeć. Na co on reaguje jeszcze większym wycofaniem.

Dla niektórych par godzina terapii tygodniowo to jedyne chwile, kiedy skupiają się tylko na sobie.

Korzyści i dobrodziejstwa terapii.

Podczas terapii, Mężczyzna może bardziej dostrzegać potrzeby Partnerki i ośmielać się wyrażać swoje stany emocjonalne. W ślad za tym idzie odkrycie, że może on nie jest tak emocjonalny, jakby chciała, ale jest dobrym ojcem dla dzieci. I to jest dla niej w porządku. Czasem to za mało, ona potrzebuje czegoś więcej. Wtedy pojawia się kolejne pytanie: czy Partner ma nam dawać wszystko, czego potrzebujemy, czy możemy te rzeczy też czerpać skądinąd lub sami o nie zadbać?

Terapia jest procesem leczenia, działa, kiedy kryzys już się pojawi. Dziś coraz trudniej jest kogoś dobrze poznać. Warto stwarzać sobie okazje do wzajemnego poznania się, w różnych sytuacjach, nie tylko wyjazdowo-balangowych. Związki, które powstały na bazie przyjaźni, bardzo rzadko pojawiają się na terapii, a gdy się pojawiają, to zwykle w atmosferze szacunku. Dla niektórych par godzina terapii tygodniowo to jedyne chwile, kiedy skupiają się tylko na sobie. Na co dzień brak im na to czasu.

Tempo naszego życia jest szybsze niż kiedyś, ale żeby kogoś czule dotknąć czy popatrzeć mu w oczy i poszukać w nich zrozumienia, nie trzeba dużo. Bardzo łatwo brak czasu brać za zasłonę, za którą pielęgnuje się samotność i złość. Bywa, że na moje pytanie: „Jak minął wam tydzień?” słyszę: „Tyle się działo, że nie było okazji, by porozmawiać”.

Proces leczenia terapeutycznego odbywa się na bardzo wielu poziomach. Ten czas, kiedy widzimy parę, to tylko mały wycinek ich życia. To, co staramy się zrobić w tym czasie, to odkryć coś razem, dodać coś nowego do ich sposobów przeżywania siebie, do ich myślenia. Rozmowa terapeutyczna jest specyficzna – odbywa się w skupieniu i ma duży walor modelujący, czyli pokazujący, że można usiąść i nie wbijając sobie szpil, spróbować wysłuchać drugiej osoby i wyrazić siebie inaczej. Między sesjami bywa różnie.

KONTAKT

tel. +48 507 498 616

email: fraczkowskaanna@gmail.com

Badania naukowe wykazały, że najważniejszym czynnikiem w skuteczności leczenia jest decyzja Klienta.
Dzwoniąc, wysyłając maila dziś rozpoczynasz proces poprawy Twojego stanu zdrowia.

Do zobaczenia na Skype.

Serdecznie pozdrawiam
Anna Frączkowska

Anna Frączkowska - ZnanyLekarz.pl

NASZA PIERWSZA KONSULTACJA JEST BEZPŁATNA